Home Czytelnia Leh „Podwórka Pytają Kiedy Płyta” – recenzja

Leh, młody raper z Gdyni do Alkopoligamii oficjalnie dołączył w lipcu, miesiąc później do sklepów trafił jego pierwszy album „Podwórka Pytają Kiedy Płyta”. Przestały, było sporo szumu, teraz kilka słów co do efektu.

Biorąc pod uwagę nazwę wytwórni Leh z klimatem płyty wpasował się idealnie, można powiedzieć, że nietrzeźwe historie to wręcz leitmotiv. Płyta napędzana alko i ziołem, nie brzmi to może zbyt ambitnie ani tym bardziej dojrzale, ale jest polot. O tym przekonać mogliśmy się już dawno temu odpalając numery takie jak „Dorosłość” czy „Obie dłonie zajęte”, które również trafiły na projekt. Te kilkanaście tracków nie brzmi jednak tak samo, nic bardziej mylnego, możemy usłyszeć kilka bardziej sentymentalnych kawałków np. „Boisko”, „Kolorowe bloki” czy najbardziej refleksyjny z nich wszystkich „Pierwszy raz” z udziałem Tego Typa Mesa i Rybasa, który dograł niezłą zwrotkę, choć odstaje nieco pod względem warstwy lirycznej i flow od Leha, nie przyrównując już jego nawijki do techniki jaką prezentuje Mes. W sumie tu kończy się lista gości jeśli chodzi o raperów. Liczyłem trochę na zwrotki Zetenwupe i Kuby Knapa, byłoby to dobrym urozmaiceniem.

Grzebiąc w internecie za twórczością rapera można natknąć się na hejterskie poniekąd komentarze, że stylówa Leha bardzo przypomina młodego Mesa. Faktycznie, może trochę zbliżony akcent, ale to porównanie jest błędne, bardziej brałbym pod uwagę lekkość rapowania i „śpiewu”. Druga rzecz, pomijając pierwsze kawałki Mes z reguły stronił od szlug i jointów, a jego teksty choć przesiąknięte alko były znacznie dojrzalsze, było więcej pomysłu. Gdyński raper mimo, że przy współzałożycielu Alkopoligamii w tych kwestiach wypada blado, jest wciąż kopalnią punchline’ów i pozostaje nam tylko czekać, aż dorosłość dogoni jego metrykę. Po pierwszej płycie jest bardzo obiecująco. Poza niezwykle luzackim, pijackim i elastycznym flow Leh pokazał, że jest również świetnym producentem. Bit w promującym płytę numerze „Noc zamieniam w dzień” to mistrzostwo. Tak samo jest z „Kurtką” wspomaganą przez Skubiego, choć te bity akurat są do siebie w pewnym stopniu podobne. Kolejny świetny bit powstał do kawałka „Warto kupować szlugi”, zaznaczmy, że to chyba najlepiej rozkminiony kawałek, patrząc na numer osiem na trackliście jeszcze przed odsłuchem nie sposób wyobrazić sobie z miejsca taką historię. Reszta produkcji to zasługa m.in. Wrotasa, Lanka, Kierasa, i Nerwusa. Nie da się pominąć też Bonny Larmesa, zrobił on mega sztos we wspomnianym już „Boisku”. Najlepszy i najluźniejszy bit na całej płycie, można odpłynąć słuchając, aż kojarzy się Slum Village. Ciekawą opcją jest również wprowadzenie żywych instrumentów, skit „Have you seen Johnny in the liquor store” czy sama inspiracja innymi gatunkami muzycznymi.

P.P.K.P. to fajna płytka, choć poszczególne kawałki potrafią znudzić się po kilku/kilkunastu odsłuchach, ale może to tylko moje odczucie. Ogólnie wszystko gra i buja, w większości mamy do czynienia z błyskotliwymi linijkami, dobrą techniką. Brakuje mimo to czegoś co kazałoby odbiorcy do tej płyty wracać, po prostu to wszystko już było, nie zaskakuje. Podsumowując młody Leh jest graczem, jakich zdecydowanie brakuje na scenie, potrzeba tylko trochę więcej pomysłu.

Adrian „Aike” Kowalski

odsłuch:

http://https://www.youtube.com/watch?v=nd9TJbsrb4g&list=PLx4xyujdGMeifU_rMHsiRjoY6AzPodhCX

Napisz odpowiedź

WYWIADY